Yasmine Hamdan: W życiu ważne są znaki (POSŁUCHAJ)
Artystka w ramach trasy koncertowej wystąpiła we Wrocławiu w ostatnią sobotę, dając spektakularny i znakomicie przyjęty przez publiczność występ. I choć zaczynała karierę w duecie Soap Kills, mocno zabarwionym elektronicznymi brzmieniami, to na żywo w muzyce Yasmine jest zdecydowanie mniej takich naleciałości, co sama zresztą potwierdziła.
Yasmine Hamdan jaką znamy ze studia to zupełnie inna Yasmine w wydaniu koncertowym. Jeśli ktoś liczy tylko i wyłącznie na wyciszoną, ezoteryczną muzykę z albumu "Ya Nass" to może być zaskoczony tym zdecydowanym, rockowym pazurem jaki prezentujesz...
Zobacz też: Yasmine Hamdan i Pere Ubu we Wrocławiu
Płyta „Ya Nass” jest spokojna, wypełniona delikatnymi dźwiękami. Na scenie trzeba czymś przyciągnąć publiczność, tak żeby przepływ energii pomiędzy tobą a słuchaczami był stale obecny. Część utworów jakie gramy jest spokojna, ale są i te przesycone dużym ładunkiem emocjonalnym, bardziej dramatyczne i to w nich publiczność kanalizuje swoją energię. Dla mnie to wielka nagroda ale i inspiracja jaka zostaje ze mną po koncercie.
Kiedy jesteś na scenie, wiesz że interpretacja zależy od Ciebie, ale w końcu pracujesz z muzykami, a oni też mają swoje pomysły. Muzyka na płycie to jedno, ale podczas występu musi ona uzyskać nową formę.
Często podkreślasz swoje libańskie pochodzenie i arabskie korzenie swojej twórczości. Opowiedz nam nieco o nich.
Od zawsze moją inspiracją było kino egipskie. Filmy ale i muzyka jaka się w nich pojawia wraz z nieodłącznym tańcem.
Przede wszystkim jednak, ważne dla mnie były obdarzone wielką charyzmą aktorki, wcielające się w rolę silnych arabskich kobiet. To one są składową tego kim dzisiaj jestem.
Uwielbiam filmy i muzykę z przeszłości. Nie jest to kwestia sentymentalizmu, po prostu potrzebuję zakorzenienia w tradycji, kulturze.
Jako osoba, która mieszkała w wielu miejscach, choć w żadnym na stałe, przechodziłam duży kryzys tożsamości i nie czuję się do końca związana ze światem arabskim.
Wiele moich piosenek opartych jest na tym co zobaczyłam na ekranie, na bohaterkach ale i na emocjach jakie wzbudziły we mnie te filmy i muzyka. To sięganie do przeszłości jest dla mnie niezbędne, jak witamina.
Jak doszło do, ze mogliśmy cię zobaczyć i usłyszeć w „Tylko kochankowie przeżyją” Jima Jarmuscha?
Podczas festiwalu filmowego w Marrakeszu poznałam Jima Jarmuscha i jego żonę. Tam właśnie pewnego wieczoru, zupełnie przypadkiem, znalazłam się również w miejscu, gdzie nieznana mi wcześniej pianistka dawała koncert. Poprosiła mnie, abyśmy wspólnie wykonały dwie, trzy zaimprowizowane piosenki. Jarmusch był obecny podczas tego występu. Po koncercie podszedł do mnie i powiedział, że ma dla mnie propozycję...
Wiesz, wtedy zaczynałam pisać materiał na "Ya Nass" i nie do końca wiedziałam w jakim kierunku podążać. Potrzebowałam drogowskazu. Szczególnego znaku, który doda mi pewności i sprawi, że nie tylko intuicja będzie mnie prowadzić. Spotkanie Jima Jarmuscha było właśnie takim znakiem, zupełnie niesamowitym. Dla mnie to duży zaszczyt, że mogłam wystąpić w jego filmie.
Twój rodzinny Liban przez lata pogrążony był w wyniszczającej wojnie domowej. Miałaś wiele domów, choć tak naprawdę nigdzie nie osiadłaś na stałe. Czujesz się współczesnym nomadem?
Jestem zlepkiem tego co przeżyłam w wielu innych miejscach. To daje mi wolność decyzji, odnośnie tego kim chcę być, co wybrać z każdej kultury w jakiej się wychowałam. Dużo pracowałam nad określeniem własnej tożsamości – artystki, kobiety.
Dla mnie muzyka jest rodzajem politycznej aktywności. Wierzę, że sztuka, muzyka poprzez teksty ma zdolność oddziaływania na innych ludzi i czuję odpowiedzialność, szczególnie przed moimi rodakami. Ale nie jest tak, że tworzę według jakiś narzuconych reguł. Nikt nie dyktuje mi kim mam być i jak się zachowywać. Wychowałam się w wielu miejscach i to daje mi poczucie niezależności.
Ale mam też świadomość pewnej pustki, wyobcowania. Czasami chciałabym się poczuć jak w domu, ale tak naprawdę to uczucie jakiego nie znam.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.